Runmageddon – wolontariat

0
360

Ostatni mój wolontariat miał miejsce w 2016 roku.
Tym razem było to zupełnie coś innego – bieg z przeszkodami.

Po wspaniałych doświadczeniach w biegu Survival Race, zapragnąłem poznać,
jak wygląda organizacja jednego z największych biegów w Europie – Runmageddonu.
O zaletach oraz moich początkach w wolontariacie pisałem w tym poście.

Cel: poznać jak powstaje Runmageddon od środka.

W jaki sposób można to zrobić?
Zapewne już się domyślasz – wolontariat!

Może jednak od początku.

Luty 2016 roku, postanawiam, że wezmę udział jako wolontariusz w Runmageddonie.
Wchodzę na stronę, i sprawdzam terminy najbliższych wydarzeń.
W taki sposób dowiaduję się o Zabrzu, na początku kwietnia.

Zaczynam szukać wymówek:
– ale to przecież 380 km od Torunia
– nigdy nie byłem w Zabrzu, nikogo tam nie znam
– organizatorzy nie zapewniają noclegu
– będę musiał opłacić podróż, noclegi i wyżywienie

Wspominam o moich planach współlokatorowi, widzę w jego oczach niedowierzanie.
Postanawiam, że jak tego nie spróbuję, będę tego żałować do końca życia.

W tym miejscu, wypełniam formularz i zapisuję się na całe 5 dni przygotowawcze oraz pomoc przy biegu dziennym i nocnym.

Znowu się poddasz czy może w końcu się wściekniesz i coś z tym zrobisz?

W ciągu 30 minut załatwiłem nocleg w hostelu, niecałe 5 km od miejsca wydarzenia.
Kupiłem bilety tam i spowrotem.
Zacząłem odliczać dni, do tego wydarzenia.

Nadszedł ten moment:

Spakowałem się w torbę podróżną i udałem na pociąg.
Podróż minęła szybko i w miłej atmosferze.
Po dojechaniu do Zabrza, pierwsze co poczułem,
to specyficzny zapach tego miasta (wymieszanie zapachów z różnych fabryk + zapach węgla).
Czym prędzej ruszyłem na „wolo”. Wsiadłem w taksówkę i udałem się na stadion.
Na miejscu było około 6 wolontariuszy, to niewielka liczba, ale dobrze się z nimi rozmawiało.

Organizatorzy, już od początku zarażają nas pozytywną energią i chęciami do działania.
Zabraliśmy się za wytaczanie trasy biegu.
Nie będzie należeć do jednych z łatwiejszych, ale widoki są super, tzw. hałdy.
CAM01595

CAM01597

CAM01613

silesia
Kojarzycie pewnie te pachołki, które są owinięte taśmą, żeby żaden biegacz się nie zgubił?
Za tymi pachołkami, kryje się historia wolontariuszy, takich jak ja, którzy bezinteresownie i z chęcią, wbijali je, w trosce o wasze bezpieczeństwo. Część z tych osób, zapewne spotykacie również podczas biegu.
Odwidzięczcie się następnym razem, przesyłajać szczery uśmiech bądź przybijająć piątkę.

Istotną rzeczą, która mi się spodobała, to jest to, że naprawdę o nas dbali.
Już od rana dostaliśmy śniadanie w postaci wypasionych bułek, mieliśmy dostęp do wody, a nawet nam ją przywożono.
Dostaliśmy również obiad, a na koniec dnia była kolacja.
Ogólnie, miła, rodzinna atmosfera.

Po wolo, które trwało prawie do dwudziestej, udałem się w poszukiwaniu hostelu.
Nie było to łatwe. Szedłem dobre 30 minut, no ale w końcu udało mi się trafić.
Na miejscu, dowiedziałem się, że nie ma rezerwacji na takie nazwisko ❤.

Synowie właściciela oczywiście wiedzieli o rezerwacji,
ale jej nie zapisali i jedynka, w której miałem spać, została wynajęta.
Na szczęście Pan, który był na zmianie, okazał się bardzo w porządku i otrzymałem pokój trzyosobowy, w prawie tej samej cenie.
Ważne, że mam gdzie spać … 🙂. Szczęśliwy i zmęczony, udałem się na zasłużony wypoczynek.

Po porannej pobudce, wybrałem się 30 minutowym spacerkiem na miejsce zbiórki.
Oczywiście, śniadanie było już gotowe 😀 (chyba miałem za dobrze).
Poznałem również pozostałą część ekipy, gdyż zostały mi przydzielone nowe zadania:
tworzenie „zasieków”, czyli przeszkód z drutem kolczastym.
Nawet sobie nie zdawałem sprawy, jak ciężkie jest to zajęcie.
Pogoda jak w lato, 28 stopni na słońcu, praca na hałdach 😀.
Przez cały poprzedni tydzień, chyba nie wypiłem tyle wody, co przez te 2 dni.
Jednak taka praca ma swoje uroki, przebywasz z ludźmi, którzy nie idą na łatwiznę,
nawzajem sobie pomagają i nie narzekają na zmęczenie. To jest super.

Z ciekawszych rzeczy, miałem okazję przejechać się na terenowym aucie,
stojąc „z boku” i trzymając się na górze, hmm ramy? Fajne uczucie.
Z mniej ciekawszych, to miałem dość słońca. Już dawno chyba nie byłem tak spalony 😀.

Jednego dnia chodziliśmy w trójkę z młotkami, ciągnąc ze sobą drut kolczasty. Spojrzenia mijających ludzi były bezcenne.
Z pewnością, wzięli nas dzisiaj za:
– morderców
– chorych psychicznie
– myśliwych

Bardzo ciekawe doświadczenie 😀.
Bieganie po hałdach na pewno nie należy do przyjemnych rzeczy, samo wchodzenie potrafi być męczące. Trasę ustawialiśmy tak, że możesz powiedzieć: „z hałdy na hałdę, jeszcze raz z hałdy na hałdę i jeszcze raz na hałdę”, dodając do tego czołganie się pod drutem kolczastym, kontener z zimną wodą (plus po brzegi lodu) i ogólnie, razem około 70+ przeszkód, sprawia, że Survival Race, w którym brałem udział, to tak, jakby to była rozgrzewka 😀.

Świrów to tu pełno, no bo kto normalny, planuje: trasę przez błoto, po kolana. Żeby było jeszcze mało, z workiem 30 kg dla mężczyzn na plecach, kółeczko na koniec. Strasznie te biegi muszą być wyczerpujące.

Zaczynam mieć deja vu, wychodzę o tej samej godzinie, w tym samym miejscu mijam tych samych gości.
W pewnym miejscu, mijam tego samego kota, który na „kici kicki”, robi „Miau!”.
Całe szczęście, praca jest inna.

Kolejnego dnia było znakowanie trasy taśmą. W końcu zaczęło to jakoś wyglądać. Z ciekawszych rzeczy, poznałem prawdziwego górnika i dowiedziałem się, jak taka praca wygląda. Stwierdziłem również, że tylko ja sam jestem na tyle nienormalny, żeby z Torunia przyjeżdżać na wolo do Zabrza 😀. Pogoda była dziwna, niby słońca nie było, był wiatr i było zimno to i tak słońce mnie wzięło … Takie uroki bycia albinosem 😉. Dzień w skrócie: z hałdy na hałdę i tak wiele razy.

Ostatni dzień, trasa jest już prawie gotowa.
Po sprawdzeniu że pachołki są na swoim miejscu i że wszystko jest już gotowe, przyszedł czas na „bieg organizatorów”.
Tak, dobrze czytacie. Trasa przed każdym biegiem jest testowana, w trosce o Wasze bezpieczeństwo.

Ubrany w robocze dżinsy, przyglądam się jak grupa organizatorów + kilku wolontariuszy przygotowuje się do biegu. Race odpalone, zaczyna się odliczanie.

Dziesieć, dziewieć …

W tym momencie, dociera do mnie, że zrealizowałem swój plan, dotarłem tutaj, poznałem organizację od środka, budowałem trasę. Zadałem sobie pytanie, czy brak odpowiedniego obuwia i stroju, ma mnie powstrzymać przed przetestowaniem trasy ?!
Oczywiście że nie, oddaje telefon i wszystkie niepotrzebne rzeczy jednej z organizatorek i udaję się na start.

Trasa tego biegu prezentowała się następująco:

classic

Przetestowanie całej trasy, zajęło nam ponad 3 godziny. Po tym czasie, zmęczeni ale szczęśliwi, dobiegliśmy do mety :).

Chcecie wiedzieć, co mi się najbardziej podobało?
– biegliśmy wspólnie, jako jedna drużyna. Dostosowywaliśmy tempo do wszystkich uczestników i nawzajem sobie pomagaliśmy
– dowiedziałem się bezcennej wiedzy, jak powinno się skutecznie pokonywać przeszkody
– jeżeli zauważyliśmy jakieś nieścisłości np. za ciężkie worki, wykorzystywane na bagnie, od razu było to zgłaszane i poprawiane
– spełniłem swoje marzenie o starcie w runmageddonie, z najlepszymi ludźmi pod słońcem :).
– podczas gdy robiliśmy już ostatni kilometr, na zwiady wyjechał jeden z organizatorów. Gdy tylko nas zobaczył, bez słowa zawrócił na quadzie. Gdy już dobiegaliśmy do mety, nikt na nas nie czekał, stał tylko pusty namiot, a przynajmniej tak nam się wydawało. Jeżeli nigdy nie biegliście w tego typu biegach, musicie wiedzieć, że zawsze na końcu jest jakaś „ludzka przeszkoda”. Zazwyczaj są to zawodnicy rugby, którzy utrudniają nam dojście do mety. Oczywiście nie mogło tego zabraknąć na naszym biegu! Gdy już do mety mieliśmy kilka kroków, zaczęły wyć syreny, odpalone zostały race i pozostała część ekipy wybiegła, torując nam drogę. Po pokonaniu tej żywej przeszkody, każdy z nas otrzymał medal i bandanę.

Gdybym miał opisać szczęście i radość, które w tamtym momencie czułem, zabrakłoby mi słów. To właśnie przez takie akcje, podejście do ludzi, docenienie czyjejś pracy, a szczególnie wolontariuszy, powoduje że Runmageddon moim zdaniem, cieszy się najlepszą opinią wśród takich biegów.

To jeszcze nie koniec…

Ponieważ na wolontariat miałem zaplanowany cały tydzień, nie mogło zabraknąć mnie w dniu biegu. Jeżeli braliście udział, z pewnością mijaliście mnie na ~3km, czołgając się pod zasiekami w górę. Pomimo bardzo ciężkiej pogody (cały dzień padał deszcz), wszyscy uczestnicy biegu doskonale sobie poradzili.

Zastanawialiście się kiedykolwiek, co motywuje wolontariuszy, podczas stania w bezruchu w tak brzydką pogodę?
– świadomość że organizatorzy o nas dbają (ciepły posiłek i napój to podstawa)
– radość uczestników biegu, gdy udaje im się pokonać daną przeszkodę
– to, że podchodzicie i przybijacie piątkę, a nawet potraficie się przytulić 😉
– świadomość, że razem tworzymy coś niezwykłego

Niektórzy uczestnicy, tego dnia brali udział również udział w biegu nocnym.

night

Również tam mogliście mnie spotkać.
Tym razem, wraz z kolegą zadawaliśmy pytania na przeszkodzie mentalnej. Jeżeli nie znaliście odpowiedzi, musieliście wyprowadzić jeszcze raz pieska na spacer (tzw. karna runda z betonowym klockiem przyczepionym do liny).

Gdy już biegł się skończył i myślałem, że nie czeka mnie żadna niespodzianka, w drodze powrotnej do „naszej bazy”, złapaliśmy stopa, w postaci trzech wozów terenowych, które brały udział na wydarzeniu. Gdy ledwo wdrapałem się do środka, usłyszałem damski głos  „nie boisz się z mną jechać” i zobaczyłem drobniutką dziewczynę. Oczywiście że nie. Wsiadłem i ruszyliśmy do bazy. Świetnie było poznać osobę, która nie dość, że bardzo dobrze prowadziła tak duże auto, to z pewnością łamała bezsensowny stereotypy, że kobiety są gorsze i nie nadają się za kierownicę.

Podsumowanie

– spełniłem swoje marzenie o udziale w biegu
– podobnie jak w tym poście, poznałem świetnych ludzi
– otrzymałem kod na udział w kolejnym biegu + jako wolontariusze mieliśmy bony na zakupy w sklepie firmowym
– spędziłem w miłym towarzystwie cały tydzień, oraz nawet otrzymałem zwrot za nocleg, którego się nie spodziewałem

Oczywiście otrzymany bon wykorzystałem w kolejnym biegu we Wrocławiu, spotykając kolegów wolontariuszy, tym razem w roli organizatorów, więc na pewno się opłaca :). Już dzisiaj, zaczynam przygotowywania do nadchodzącego sezonu, może spotkamy się na trasie?

PS poniżej wstawiam krótką relację z biegu :).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here